Fethullah Gülen dla dziennika Al-Ahram: Ruch Hizmet Nadal Będzie Operował W Sposób Pasyfistyczny i w Ramach Prawa

Fethullah Gülen w wypowiedzi dla Gazety Al-Ahram, największego przedstawiciela mediów w Egipcie, stwierdził że Turcja w zdecydowany sposób zmierza w stronę jedynowładztwa. Gülen zaznaczył, że ruch Hizmet nie ma powiązań ze służbami wywiadowczymi któregokolwiek państwa świata. Najlepszym dowodem na niezależność wspólnoty są, jak powiedział, cierpienia, jakich doświadczają obecnie jej członkowie. „W ciągu ostatnich 50 lat we wszystkich okresach, gdy ludzie oddający swoje życie ruchowi Hizmet doświadczali represji, niezmiennie kierowali się ideą pacyfizmu i działali w ramach prawa. W przyszłości będą postępować w taki sam sposób, nie podnosząc ręki na swoich prześladowców” oznajmił.

W wywiadzie skoncentrowanym na bezprawiu, jakie dało się zaobserwować po udaremnionym puczu
z 15 lipca 2016 r.,
Gülen odniósł się do wielu tematów takich jak odwrócenie się przez Turcję po puczu od bloku zachodniego i skręcenie w stronę wschodniego, którego oś stanowią Rosja, Chiny i Iran; napięć z UE, USA i NATO oraz „marszu sprawiedliwości” Kılıçdaroğlu.

Całość wywiadu poniżej:

4 listopada 2017

Wasza Świątobliwość Fetullahu Gülen, wiele wody upłynęło od czasu, gdy rok temu zaszczycił nas pan (Gazetę Al-Ahram Al-Arabi) wywiadem. Jak w świetle wydarzeń które miały miejsce od tego czasu ocenia pan to, co dzieje się na tureckiej scenie politycznej?

Mniej więcej pięć lat temu Turcja zaczęła gwałtownie skręcać w stronę jedynowładztwa. Organizacje międzynarodowe, Unia Europejska, ONZ i organizacje zajmujące się prawami człowieka opublikowały w tej kwestii tyle raportów, że nie potrzebuję nic więcej dodawać. Deptane są podstawowe wolności i prawa człowiek. O zasadzie nadrzędności prawa i niezawisłości sędziów można już tylko śnić. Turcja, która w roku 2004 rozpoczęła negocjacje akcesyjne z Unią Europejską obecnie wydaje się od możliwości wstąpienia do wspólnoty bardzo odległa.

Dociera do nas wiele sprzecznych informacji dotyczących ruchu Hizmet. Mógłby pan przedstawić czytelnikom Ahram jakiś opis tej organizacji? Jak powstała, jakie ma cele i jakie są jej jednostki składowe?

Gdy pięćdziesiąt lat temu spotkaliśmy się z kolegami z myślą wyciągnięcia dłoni do młodzieży, ani nam do głowy przyszło zakładanie wspólnoty, ruchu czy czegoś podobnego. Było nas wtedy czterech czy pięciu wierzących ludzi, członków społeczeństwa borykającego się z rozlicznymi problemami. Zapytaliśmy sami siebie „co możemy z tym zrobić?” i podjęliśmy w ramach swoich możliwości pewne działania. Moi koledzy powiedzieli, że skoro droga do wyzwolenia się od plag takich jak niewiedza, nędza i podziały wiedzie przez edukację, to powinniśmy pomagać młodzieży za pośrednictwem edukacji właśnie. Liczba ludzi popierających logikę stojącą za tą ideą szybko wzrastała i wkrótce osiągnęła milion. Jako osoby religijne, wszystkie nasze wysiłki i cele oddajemy na chwałę Boga. Jako obywatele – na rzecz stworzenia atmosfery pokoju i spokoju w której przemawiają nie wystrzały broni, ale ludzie. W której wszyscy prowadzą ze sobą dialog i są na siebie otwarci.

Są ludzie, którzy twierdząc że ruch Hizmet powiązany jest z międzynarodowymi agencjami wywiadowczymi, sieją ziarno podejrzliwości. Jak odpowie pan na te zarzuty? 

Ruch Hizmet nie jest związany z agencjami wywiadowczymi jakiegokolwiek kraju. Najlepszym dowodem na niezależność wspólnoty są cierpienia, jakich obecnie doświadczają jej członkowie.

Jakie jest pana zdanie na temat obecności Braci Muzułmańskich w Turcji, tak w odniesieniu do poszczególnych ich przedstawicieli, jak i organizacji medialnych? Jak wytłumaczyłby pan relacje między rządem a organizacją, która została w zdelegalizowana w swojej własnej ojczyźnie? Co je łączy? Jak ich związki będą kształtować się w przyszłości?

Po pierwsze dyskusyjne jest, czy rząd turecki hołubi Bractwo Muzułmańskie i wydaje się mu bliski dlatego, że rzeczywiście podziela jego wierzenia i wartości, czy też może dlatego, że chce je kontrolować? Trudno tu o prostą odpowiedź. W mojej ocenie prawdziwym powodem tej protekcji ze strony władz tureckich jest chęć wykorzystania bractwa jako narzędzia do rozszerzenia swoich wpływów w świecie islamu i realizacji własnych celów. W ubiegłych latach słyszeliśmy z ust ludzi władzy wiele ognistych mów i oświadczeń dotyczących Palestyny, zwłaszcza strefy Gazy. Ale należy sprawdzić, ile rzeczywiście dla nich zrobiono?

Co sądzi pan o ingerowaniu przez Erdoğana w wewnętrzne sprawy państw arabskich? Co popycha go do takich działań?

Nie jest tajemnicą, że Erdoğan chciałby widzieć siebie jako przywódcę wszystkich muzułmanów na świecie. W przeszłości oczekiwał od członków ruchu Hizmet, z własnej woli zakładających w najdalszych zakątkach świata instytucje edukacyjne i kulturalne, że wylansują go na światowego księcia wiernych. Gdy uświadomił sobie, że tak się nie stanie, wszczął z tymi ludźmi – których wcześniej popierał – wojnę. Teraz z kolei jawne miesza się w wewnętrzne sprawy innych państw, tak sąsiadujących z Turcją jak i bardziej odległych. Nie sądzę by jakiemukolwiek krajowi spodobało się takie postępowanie.

Narodowe przymierze z Turecko – Katarskie ma pana zdaniem charakter taktyczny czy strategiczny? Co zbliża do siebie Ankarę i Doha? Co może je poróżnić?

Wydaje mi się, że podstawą dla tego sojuszu jest raczej wyrachowanie i zbieżne interesy polityczne przywódców niż wzajemne korzyści z pożytkiem dla obywateli.

Jak w pańskiej ocenie postawa Erdoğana względem Kataru wpływa na relacje turecko-saudyjskie? 

Trudno jest ostatnimi czasy mówić o stabilności w tureckiej polityce zagranicznej. Nasz kraj szybko zmieniał swoją postawę względem krajów, które wydawały się być mu przyjazne i vice versa. Ale jeśli turecki rząd potrafi znaleźć narzędzia pozwalające mu zadowolić Arabię Saudyjską, relacje z tym państwem mogą się poprawić.

Uważa pan, że zajęcie przez Turcję miejsca u boku Kataru jest korzystne z punktu widzenia regionu i muzułmanów w ogóle?

Turcja pod rządami Erdoğana jak dotąd nie przyczyniła w jakikolwiek sposób się do poprawienia sytuacji w regionie ani sytuacji Muzułmanów w szerszym planie i nie sądzę by miało się to zmienić. W tle każdego tureckiego ruchu lansowanego jako korzystny dla muzułmanów widać jest własne ego i interes rządzących Turcją.

Ostatnio turecka policja, w celu zastraszenia prasy, aresztowała wielu dziennikarzy. Co pan na ten temat powie? 

Nigdy w historii tureckiej prasy nie podlegała ona tak surowej kontroli jak obecnie. Osoba, która prawdziwie chce w Turcji parać się dziennikarzem musi brać pod uwagę ryzyko znalezienia się w więzieniu.

Od nieudanego przewrotu wojskowego minęło już około 13 miesięcy. W tym czasie 200 000 osób straciło pracę a 180 000 zostało zatrzymanych. Jak ocenia pan tak ostre środki bezpieczeństwa?

Międzynarodowi obserwatorzy zwrócili już uwagę, że liczne zatrzymania i zwolnienia z pracy, które zaczęły się zaraz po puczu wskazują, iż zaplanowano je znacznie wcześniej i nie mają z samym puczem nic wspólnego. Najlepszym przykładem jest zwolnienie 2700 pracowników wymiaru sprawiedliwości dania 16. lipca. Łatwo zrozumieć, że władze zamiast powoływać na stanowiska państwowe osoby kompetentne, wolą wybierać ludzi ze swojej opcji politycznej lub z zaprzyjaźnionych partii kierowanych przez Doğu Perinçeka lub Devleta Bahçeliego.

Jak ocenia pan międzynarodowe milczenie wokół niezwykle licznych aresztowań różnych ludzi, od urzędników państwowych po biznesmenów?

Prawdę powiedziawszy bardzo zwiodły mnie reakcje społeczności międzynarodowej, zwłaszcza krajów UE, które negocjowały z Turcją warunki jej przystąpienia do tej organizacji. Niektórzy wiążą to z faktem zatrzymywania przez Turcję uchodźców z Syri, inni zrzucają na karb pragmatyzmu obowiązującego w polityce międzynarodowej. Bez względu na przyczynę z punktu widzenia moralności – i czysto ludzkiego – ta cisza jest nie do zaakceptowania. Powodem dla którego Turcja przyjęła miliony Syryjczyków jest to, że Turcy postrzegali ich jako swoich pokrzywdzonych braci. To nie jest osobista decyzja Erdoğana. W związku z tym nie można pogodzić się z faktem, że ktoś ze względu na tych uchodźców obserwuje teraz bezczynnie gwałcenie praw człowieka. Gdyby Europa podjęła bardziej zdecydowane kroki, być może nie bylibyśmy teraz w tej sprawie świadkami tak niesamowitego milczenia. Ameryka również powstrzymuje się od poważnych reakcji ze względu na lokalizację na terenie Turcji jej strategicznych baz. Ale jeśli sytuacja będzie rozwijać się tak, jak do tej pory, zagrożona może być stabilność naszego kraju. To z kolei grozi stabilności Bliskiego Wschodu i całego świata.

Podczas polowań na czarownice ruch Hizmet zawsze był jednym z pierwszych celów aresztowań i procesów sądowych. Jak pan odpowiada na oskarżenia ze strony rządu Erdoğana pod adresem pana i wszystkich członków ruchu?

Sądzą, że mają one kilka przyczyn. Jedną z nich jest to, że Erdoğan przedstawiając ruch Himet jako jakiegoś potwora chce się nim posłużyć, by sięgnąć po nieograniczoną i niczym nie skrępowaną pełnię władzy. Na przykład w grudniu roku 2013 r. wykorzystując jako pretekst śledztwo w sprawie korupcji władze przejęły kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości. W następnej kolejności uciszyły nieliczne niezależne organy w mediach lub przekazały swoim ludziom kontrolę nad nimi. W ubiegłym roku używając jako wymówki nieudanego puczu przejęły kontrolę nad siłami zbrojnymi. Aby zrobić to wszystko potrzebowały kozła ofiarnego. Użyły w tej roli ruchu Hizmet. Rządzący mogli wybrać jakąś inną grupę, która nie podziela ich politycznej linii, ale wybranie ruchu było z ich perspektywy najbardziej korzystne. Wiedzieli bowiem, że zwolennicy ruchu, bez względu na natężenie prześladowań nie uciekną się do przemocy. Nie wyjdą poza granice prawa.

O tym, że Erdoğan od bardzo dawna żywił względem ruchu Hizmet złe zamiary dowiedzieliśmy się bardzo późno. Sam spotkałem się z nimi tylko kilka razy, na bardzo krótko. Odwiedził mnie, by zasięgnąć mojej rady i uzyskać wsparcie w kwestii zakładania partii politycznej. Pewna osoba z jego otoczenia powiedziała mi później, że po wizycie stwierdził, iż „trzeba się nimi zająć przy pierwszej okazji”. Czyli najwyraźniej planował to od samego początku. Ten człowiek oczekuje, że wszyscy, którzy podzielają jego zapatrywania polityczne będą mu ulegli, będą go słuchać. Niewykluczone, że gnębi nas, gdyż nie daliśmy mu się podporządkować i chce w ten sposób dać przykład grozy.

Jak wyjaśni pan to, że podległe Erdoğanowi siły bezpieczeństwa, pomimo trwających od ponad roku napaści i aresztowań, nie są w stanie was wyeliminować?

Wydaje mi się, że atakują nie tylko sympatyków ruchu Hizmet, ale szeroką gamę ludzi, których postrzegają jako politycznie wrogich, lub nad którymi nie udało im się przejąć kontroli. Media donosiły przecież, iż wielu aresztowanych wcale nie sympatyzowało z ruchem. Niektórzy byli mu wręcz wrodzy.

Ile czasu potrzeba obywatelom Turcji i tureckiemu systemowi politycznemu by powrócić do stanu spokoju społecznego?

Przywrócenie harmonii i porządku publicznego może moim zdaniem zająć nawet całe pokolenie, czyli 25 lat. Nie potrafię powiedzieć, czy zastosowanie w pokojowy i demokratyczny sposób nowoczesnych technologii mogłoby ten czas skrócić. Mam nadzieję i modlę się, by tak się stało.

Na jakim etapie są rozmowy między Ankarą a Waszyngtonem w sprawie pańskiej ekstradycji? 
W tej kwestii nie wiem nic ponad to, co władze USA podają do wiadomości publicznej.

Udało się panu uzyskać kartę stałego pobytu w USA?
Uzyskałem dokument w roku 2008.

Jakie przyczyny stoją za trwającym wiele dni, rozpoczętym przez CHP i wspieranym przez cała opozycję Marszem Sprawiedliwości na trasie Ankara-Stambuł? Czy osiągnął swój cel?

Ten marsz, chociaż będący pozytywnym wyrazem działań demokratycznej opozycji, to stanowczo za mało. Nic się po nim nie zmieniło. Długo przed nim było wiele niewykorzystanych okazji do działania. Mimo to, w czasach gdy ludzie żyją w strachu i starają się nie wyróżniać z tłumu, jest to ważny głos po stronie demokracji.

Społeczny bunt to silna broń przeciwko władzom, które nie mają szacunku dla ludzkich praw. Czy byłby pan skłonny rozważyć zastosowanie tego narzędzia przeciwko okrutnym i mściwym władzom w Ankarze? 
W ciągu ostatnich 50 lat we wszystkich okresach, gdy ludzie oddający swoje życie ruchowi Hizmet doświadczali represji, niezmiennie kierowali się ideą pacyfizmu i działali w ramach prawa. W przyszłości będą postępować w taki sam sposób, nie podnosząc ręki na swoich prześladowców

Na czym Erdoğan opiera swoją władzę, skoro rządzi Turcją w taki sposób?
Na tworzeniu sojuszy, które śmiało można nazwać makiawelistycznie pragmatycznymi, oraz na tłamszeniu społeczeństwa przy użyciu mediów i aparatu państwowego.

Jak opisałby pan obecny system sprawowania władzy w Turcji, biorąc pod uwagę różne możliwe formy rządów? Jest to, tak jak mówi Erdoğan, system demokratyczny czy też dyktatura z cechami tyranii?

Jesteśmy świadkami przesuwania się w kierunku jedynowładztwa. Instytucje państwowe są sparaliżowane, reguły takie jak zasada podziału władz przeszły do historii.

Czy mógłby pan powiedzieć coś więcej o swoich relacjach z nową administracją USA i innymi władzami?

USA to kraj o bardzo silnych tradycjach państwowych. Niektóre rzeczy zmieniają się oczywiście wraz z administracją, ale w większości kwestii panuje tu stabilność. Nie spotykałem się ani z przedstawicielami władz ani obecnych, ani poprzednich. Tak czy inaczej Stany Zjednoczone do dnia dzisiejszego dawały nadzieję wszystkim ludziom na świecie poszukującym demokracji, wolności i prawnej stabilności. Mam nadzieję, że nic się w tej kwestii nie zmieni. Jak na razie nie odniosłem wrażenia, by miało być inaczej.

Jak wyglądają pańskie relacje z obywatelami i władzami Egiptu? 
Moi mieszkający tam przyjaciele przekazywali mi bardzo niepokojące informacje dotyczące postępowania rządu względem nich. Postrzegam obywateli Egiptu jako swoich braci w rozumieniu ludzkim, religijnym i historycznym. Egipt jest, jak to ujął Bediuzzaman, jeden z obdarzonych największym potencjałem krajów świata islamu.

Zrozumiałe jest, że Erdoğan nie szczędzi wysiłków, by poszerzyć swoje wpływy w Afryce, szczególnie zaś w Afryce wschodniej. Czy między Ankarą a Adisebabą doszło do skierowanego przeciwko Egiptowi porozumienia w sprawie etiopskiej Tamy Odrodzenia na Nilu? A jeśli tak, to czy są na to dowody? Nie mam na ten temat wiedzy.

Jak ocenia pan skierowane do mieszkających w Niemczech Turków wezwanie Erdoğana, by nie głosowali na partię Merkel?

Wydaje mi się to niewłaściwe i nie na miejscu.

Jak napięcie które ostatnimi czasy narosło między UE i USA a Turcją wpłynie na NATO?

Ostre reakcje na zatargi, które ostatnio pojawiły się na linii Turcja-UE i Turcja-USA pokazują, że Zachód w kwestii strategicznej współpracy nie ma do administracji Erdoğana zaufania. W pewnych kręgach w Ameryce zaczyna się mówić o usunięciu Turcji z NATO. Nie chciałbym, by Turcja przecięła więzi łączące ją z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Jak dotąd przyczyniły się one do umocnienia się tureckiej demokracji. Ale postępowanie krajów Zachodu w ostatnim czasie wskazuje, że przeszkadzają im nielogiczne i niespójne działania administracji Erdoğana, i że rozważają inne możliwości organizacji swoich działań na Bliskim Wschodzie. Jeśli te kryzysy i napięcia nie ustaną, to Turcja straci na tym o wiele więcej niż Europa i Ameryka.IMG_4525-e1509865820846